HOME

Początki bywają trudne.
Każdy kiedyś coś zaczynał. Tak więc i ja zaczynam moją przygodę z dzieleniem się z Wami moją pasją tworzenia. Od zawsze cierpiałam na syndrom niespokojnych rąk i siedząc bezczynnie miałam wrażenie, że coś mi umyka, że tracę czas. Jednocześnie nie miałam na tyle dużo wiary w siebie, by coś z tym zrobić. W końcu się odważyłam.
Pierwsze próby kończyły się z różnym, często mizernym skutkiem. Często się zniechęcałam, rzucałam w kąt zaczętą pracę. Nic mi nie wychodziło, więc obrażałam się na robótkę, później po krótszym, lub często po dłuższym czasie do niej wracałam, próbowałam kończyć. Od początku moja wewnętrzna samosia, chciała wszystko ogarnąć sama, nie wszystko jednak tak się da. Posiłkowałam się filmikami z netu, zapisałam do kilku grup na fb i przyznaję się bez bicia, to mi bardzo pomogło.
Po jakimś czasie, z każdą kolejną pracą, efekt końcowy był lepszy i lepszy. Do doskonałości brakuje mi ogromnie dużo, ale nie poddaję się i cały czas, coś dziergam, plączę, tkam czerpiąc z tego ogromną przyjemność.
Dla wielu osób czas lockdownu z początku pandemii był prawdziwą męczarnią, a ja byłam szczęśliwa mogąc bez ograniczeń przebywać wśród moich motków i miękkich dzianin. Były dla mnie lekiem na niepewność i strach przed nieznanym.
Nadal są moją odskocznią od kłopotów dnia codziennego 🙂